«

»

Przegląd Końca Świata: Blackout

przegladkoncaswiatablackout[NAJWYŻSZY PRIORYTET]
[PRZEKAZ NA ŻYWO]
Mira Grant jest absolutną mistrzynią budowania napięcia! Ale to nie jedyna jej zdolność!
Przede wszystkim, co często podkreśla, uwielbia tematykę zombie, a horrory to jej ulubiony gatunek – jest zatem przygotowana na tego typu scenariusze, przede wszystkim jako członkini obozu przetrwania Horror Movie Sleep-Away, w którym ustanowiła jeden z rekordów przetrwania. Ale ja, jako wierny czytelnik muszę przede wszystkim pochwalić jej wyobraźnię i niezwykłą łatwość przelewania pomysłów na papier. Oczywiście zdaję sobie, że nad każdą książką pracuje często sztab ludzi, część z nich ma wpływ na treść jako konsultanci, ale modelują i poprawiają oni pomysł autora. A przeniesienia do świata zombie wątku dziennikarskiego związanego mocno z Internetem było strzałem w dziesiątkę!
Grant, podobnie jak to się dzieje w innych produkcjach ostatnich lat, nie pokazuje genezy apokalipsy. Rzecz jasna, tłumaczy jak powstało obecne zamieszanie, ale nie podejmuje się tematu powszechnej paniki i postępujących armii zombie. Akcja jej trylogii zaczyna się w momencie, gdy ludzie oswoili się z nową rzeczywistością, a od czasu, gdy pojawiły się żywe trupy na Ziemi – wydarzenia zwanego tutaj „Powstaniem” – minęło już 25 lat. świat wydaje się być dość podobny do tego sprzed „Powstania”. W gniazdkach jest prąd, w kranach bieżąca woda, ludzie chodzą do pracy, istnieją państwowe rządy – tak jak na początku XXI wieku. Z tą różnicą, że ogromny wpływ na życie ludzkości wywiera organizacja CZKC zajmująca się kontrolą i zwalczaniem wirusa. Życie blogerów zmienia się niespodziewanie w pierwszym tomie „Feed”, gdy rodzeństwo Shaun i Georgia Mason zostaje poproszone przez sztab wyborczy kandydat na prezydenta USA o towarzyszenie w kampanii po Stanach. Tym samym grupa blogerów zostaje wciągnięta w tajny, jak się później okazuje, globalny spisek mając na celu wzmocnić strach przez chorobą przemieniającą ludzi w zombie. Wydarzenia te nie do końca potoczyły się jak powinny, ale życie toczy się dalej, aż do powstania.
„Blackout” podejmuje nowe wątki, które znacznie rozbudowują fabułę. Jeśli w poprzednich tomach było o polityce, a potem sporo medycznego bełkotu o genezie powstania wirusa, to tutaj mamy tego jeszcze więcej, na dodatek sporo genetyki i klonowania, odwieczną walki o władzę, bioterroryzm i gigantyczną globalną intrygę. Rzecz jasna i w tym kłębku mrocznych wątków znajdzie się światełko jakie niesie ze sobą lojalność, przyjaźń, miłość, poświęcenie i zrozumienie wzajemne człowieka.
Po traumie jakiej doznałem kończąc „Feed” przyzwyczaiłem się do sposobu narracji jaki autorka przyjęła dla „Deadline”. Tym bardziej dziwne było, gdy ten sposób znowu się zmienił w trzecim tomie. Najlepsze jest to, że autorka prowadzi równolegle dwa ważne wątki przez prawie 300 stron. Dopiero w chwili ich zetknięcia mamy sposobność do przeżywania tych samych wydarzeń z różnych punktów widzenia – co dodaje tej historii dodatkowej głębi i podwójnej wymowy. I tak jest aż do samego końca.
Główni bohaterowie trylogii – Shaun i Georgia przechodzą metamorfozę osobowości. Shaun – ponieważ stracił swoją siostrę, ukochaną przyjaciółkę życia, o której mówił zawsze „że go przeżyje”. Z kolei Georgia – no cóż… spoiler – uczy się „być” na nowo. Ale z całej grupy bohaterów tylko ta dwójka została pogłębiona. Pozostali, także członkowie grupy „Przegląd końca świata” nie zmienili się o jotę – dlatego tak łatwo było odgadnąć jak postąpią, czytanie o ich problemach i decyzjach stawało się nudne. Jest to jednak wada, na którą mogę przymknąć oko.
Niewątpliwie „Blackout” to idealny przykład na zakończenie historii kilkutomowych we właściwy sposób. Grant nie popełnia błędów rzeszy pisarzy, która najpierw tworzy multum wątków, aby w finałowej części wszystkie upchać kolanem i rozwiązać naprędce, ponieważ kończy się ilość miejsca na stronach. Czytając powieść nie zastanawiałem się nad konkretnymi rozwiązaniami, tylko chłonąłem je jak gąbka – znaczy to tyle, że wydały mi się prawdopodobne. Rzecz jasna znalazłem kilka elementów, które mnie raziły – np. brak nazwiska naukowca CZKC pod koniec powieści, gdzie niemal każda postać z dalszego planu choćby ksywkę miała. Są to jednak rzeczy tam mało istotne dla fabuły, że postanowiłem przejść nad tym do porządku dziennego.
Generalnie dziękuję autorce za możliwość przedstawienia bardzo rozbudowanego świata postapokaliptycznego, w którym umieszczono zombie. Wśród zalewu produkcji filmowych, serialowych i książek z ostatnich kilku lat trudno było wyłowić coś na tyle dobrego, co pochłonęłoby mnie bez reszty. „Przegląd końca świata” nie tylko nie zawiódł moich oczekiwań, ale i przywrócił wiarę w dobre zakończenia książkowych cykli, które wcale nie muszą być pisane w nieskończoność, aby wyeksploatować do końca wszystkie możliwe wątki. Udało się to jak na razie tylko Grant – i za to jej po raz kolejny dziękuję.
Mam nadzieję jednak, że historia Grant dotycząca powstania wirusa nie okaże się prorocza i dotrwamy do końca 2014 roku nie doświadczając takich rewelacji jak „Powstanie” ;)
Wszystkie tomy trylogii oceniam w najwyższy możliwy sposób: 6-6-6.
Warto również zwrócić uwagę na miłe dla oka wydanie książek przez SQN. Każda część trylogii posiada okładkę w innym kolorze, ale wszystkie nawiązują do podobnego układu. „Feed”, „Deadline” i „Blackout” są wydane na ładnym papierze, zadrukowanym czytelną czcionką, a każdy rozdział kończy się krótką notką z dziennika blogerskiego lub innego typu kroniki.
[KONIEC PRZEKAZU NA ŻYWO]

Autorem recenzji jest Sebastian – autor bloga popkulturka.eu

Przegląd końca świata: Blackout

Autor: Mira Grant

Wydawnictwo:  Sine Qua Non

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć tych znaczników i atrybutów HTMLa: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>